krztuszenie się psa

Krztuszenie się psa i odruchy wymiotne

5 (100%) Liczba ocen: 25

Aktualizacja 26 sierpnia 2018 r.

Przyczyny krztuszenia się psa (11 lat) [*] szukaliśmy od ponad 9 miesięcy, dlatego postanowiliśmy podzielić się naszą historią. 


Spis treści:

Krztuszenie się psa i anemia – diagnostyka (01-10.2017 r.)
Krztuszenie się psa – guz w klatce piersiowej (27.10.2017 r.)
Krztuszenie się psa a miastenia nabyta i przełyk olbrzymi (15.11.2017 r.)
Leki na miastenię (18.11.2017 r.)
Guz i sterydy (20.11.2017 r.)
Po podaniu sterydów krztuszenie się psa ustało…
Nowe leczenie i nowa nadzieja (24.11.2017 r.)
Powrót krztuszenia się (lipiec 2018 r.)
Pożegnanie (sierpień 2018 r.)

Facebook
Polub nasz profil na Facebooku.

Klik www.facebook.com/AjriszZona


Zacznijmy od początku. Na przełomie grudnia i stycznia 2017 r. u psa pojawiła się anemia. Po niedługim czasie wystąpiło krztuszenie się, odruchy wymiotne i zaburzenia rytmu serca.

Dziwne krztuszenie pojawiało się najpierw co kilka dni, później każdego dnia, a w końcu kilka razy dziennie. Pies próbował odkaszlnąć i zwymiotować, jednak nic nie wymiotował. Miało to formę napadów i przechodziło po paru minutach, często wyglądało jakby chciał pozbyć się czegoś z gardła, jakby coś mu przeszkadzało. Widać to na poniższym filmie.

Poza tym pies czuł się całkiem stabilnie, był wesoły, chociaż zdarzały się gorsze dni, gdy nie miał już tyle siły co kiedyś i dość sporo pił. Szybko męczył się i kładł w czasie spacerów czy np. czekania na windę (wiązaliśmy to z wiekiem, oraz zdiagnozowaną wcześniej bradykardią i dysplazją).

W wynikach badania krwi cały czas widoczny był stan zapalny oraz od czasu do czasu odwodnienie. Dodam, że pies ma też niedoczynność tarczycy (ustabilizowaną lekami).

Krztuszenie się psa i anemia – diagnostyka (01-10.2017 r.)

W skrócie nasza diagnostyka do października wyglądała tak:

  • Weterynarz prowadzący widział lekki stan zapalny w gardle i zalecał antybiotyki. Sugerował tworzenie się uchyłków w przełyku i rozkładanie się pokarmu – stąd stan zapalny. Dalej nic nie proponował i pies krztusił się dalej.
  • Anemię tłumaczył wiekiem psa, wyniki badania krwi nie były bardzo złe. Zalecił nam Hemodol, który trochę poprawił wyniki. Przez wiele miesięcy weterynarz utrzymywał, że pies jest starszy i nie będzie miał wzorowych wyników, a nie leczymy wyników, tylko stan psa (który był ogólnie stabilny, pies nie mdlał i nie słabł).
  • Pewnego razu kupowaliśmy leki u innego weterynarza, który bardziej zainteresował się anemią (musi być jakaś przyczyna”). Zrobiliśmy u niego dodatkowe badania krwi i kału, dzięki którym wykluczyliśmy choroby odkleszczowe oraz pasożyty wewnętrzne, które mogłyby być przyczyną anemii.
  • Stan zapalny, który był widoczny w badaniach krwi, przez każdego weterynarza był komentowany następująco: “o, niedawno był stan zapalny”. Nikt nic w związku z tym nie proponował.
  • Krztuszenie się nie dawało nam spokoju. U znanego kardiologa z Zabrza wykluczyliśmy przyczyny krztuszenia się psa związane z sercem. Pies ma wrodzoną bradykardię i jest pod stałą kontrolą kardiologa, jednak w czasie tej wizyty wykrył dodatkowe zaburzenia rytmu serca, których wcześniej nie było. Po dobie z holterem kardiolog stwierdził, że zaburzeń jest jednak tylko kilka w ciągu doby i nie wpływają one na funkcjonowanie psa. Nie zalecił żadnych leków ani dalszych badań. Stwierdził, że serce na pewno nie jest przyczyną krztuszenia się.
  • Jeden z weterynarzy zasugerował, że być może przyczyną krztuszenia się jest refluks, jednak po podaniu omeprazolu nic się nie zmieniło. Ze względu na wyżej wymienione problemy z sercem nie zdecydowaliśmy się w tym momencie na gastroskopię, która wymaga znieczulenia ogólnego.
  • Pewnej niedzieli pies czuł się znacznie gorzej i krztuszenie się nasiliło się. Był niespokojny i nie mógł sobie znaleźć miejsca ani się położyć (takie objawy pojawiły się drugi raz, za pierwszym razem w tym czasie, gdy wykryta została anemia). Odwiedziliśmy weterynarza całodobowego, który podał psu kroplówkę, dzięki czemu trochę odżył. Skierował nas do kolejnego weterynarza, żeby zrobić wymaz z gardła, gdyż krztuszenie się może być związane z obecnością bakterii.
  • Zostały więc pobrane wymazy z gardła i tchawicy, w których była krew (ze względu na podrażnienie wynikające z długotrwałego krztuszenia się). Posiew wykazał obecność konkretnego szczepu Escherichia coli. Dowiedzieliśmy się, że bakteria mogła tam się znaleźć w dowolnym momencie życia (np. gdy pies pije wodę na wybiegu dla psów) i może dać znać o sobie gdy pies jest osłabiony. Zapewnił nas, że nie jest możliwe zarażenie się innego psa. Weterynarz przez 5 kolejnych tygodni podawał psu autoszczepionkę, w okolicach trzeciej dawki wydawało nam się, że jest pewna poprawa, jednak po czwartej krztuszenie się powróciło nawet z większą częstotliwością niż przed rozpoczęciem leczenia.
  • Ten sam weterynarz stwierdził, że przyczyną anemii może być guz w klatce piersiowej, jednak na pewno (na 99%) byłoby go widać w czasie echa serca zwłaszcza wykonywanego przez wspomnianego kardiologa z Zabrza. Jedyne badanie, które można teraz zrobić to tomografia (odradził nam ją jednak ze względu na konieczność zastosowania znieczulenia ogólnego).

Jak się później okazało, znaleźliśmy się w tym 1 %. Już wcześniej zaczęliśmy sami szukać informacji w Internecie, bo krztuszenie się psa nas bardzo niepokoiło, a mieliśmy wrażenie, że jest przez weterynarzy bagatelizowane i nie mają pomysłu co robić.

Ktoś napisał nam, że podobne objawy miał pies z nowotworem płuc i żeby lepiej przyjrzeć się RTG. Sami więc poprosiliśmy, żeby w czasie wizyty z ostatnią szczepionką zrobić psu RTG klatki piersiowej. Żałujemy, że tak późno.

Krztuszenie się psa – guz w klatce piersiowej (27.10.2017 r.)

Na zdjęciu jest widoczny guz o średnicy trochę ponad 5 cm (na zdjęciach zaznaczony na czerwono).

Weterynarz, który wykonał RTG na naszą prośbę, od razu stwierdził, że guz zlokalizowany jest między sercem a przeponą i dlatego powoduje wszystkie objawy: krztuszenie się, anemię i nowe zaburzenia rytmu serca (guz uciska serce, przeponę oraz przełyk). Usłyszeliśmy, że “nie musimy już dalej szukać przyczyny, to wszystko wina guza”.

Poinformowano nas, że jeśli krztuszenie nasili się jeszcze bardziej, to konieczne będzie podanie lekarstwa na rozszerzenie oskrzeli. To wszystko, żadnej propozycji leczenia. Odradzono nam biopsję i tomografię ze względu na chore serce.

Krztuszenie się psa

Przez prawie rok byliśmy w kontakcie z 5 weterynarzami (prowadzącym, “dodatkowym”, całodobowym, kardiologiem oraz nowym, który zrobił wymazy). Żaden z nich nie zaproponował nam zrobienia RTG klatki piersiowej, sami poprosiliśmy o to badanie.

W takiej sytuacji postanowiliśmy skonsultować się z weterynarzem, który specjalizuje się w onkologii. Chcieliśmy dowiedzieć się na 100%, czy na pewno nic nie można zrobić aby ulżyć psu. Byliśmy zaskoczeni gdy weterynarz powiedział nam, że guz jest zbyt mały, żeby wywoływać takie krztuszenie się i psy z nowotworem krztuszą się zupełnie inaczej.

Krztuszenie się psa a miastenia nabyta i przełyk olbrzymi (15.11.2017 r.)

Na podstawie wywiadu weterynarz “onkolog – kardiolog” ze znanej na Śląsku kliniki 24 h w Gliwicach zaproponował diagnostykę w kierunku miastenii nabytej. Jak stwierdził, o tej chorobie mogą świadczyć następujące objawy u psa:

  • krztuszenie się (nie kaszel) i ulewanie;
  • osłabienie i szybkie męczenie się (pies niechętnie rusza się, szybko kładzie się – wcześniej wiązaliśmy to z problemami ze stawami i sercem);
  • powłóczenie tylnymi łapami przy prawidłowych odruchach neurologicznych (niektórzy weterynarze zwracali wcześniej uwagę, że może to wynikać bardziej z problemów neurologicznych niż z dysplazji, jednak nie wskazywali co dalej w związku z tym);
  • zanik mięśni skroniowych (paru weterynarzy też zwracało wcześniej na to uwagę jednak nie informowało nas, z czym może to być związane);
  • zwracanie pokarmu;
  • zmiana głosu (ochrypłe szczekanie).

Ten weterynarz zwrócił uwagę też na to, że miastenia występuje częściej u labradorów (pies jest w typie labradora) i może pojawić się dopiero w bardziej zaawansowanym wieku (okolice 10 roku życia).

Zaczęliśmy szukać więcej informacji o tej rzadkiej chorobie. Dowiedzieliśmy się, że “miastenii mogą towarzyszyć inne choroby tła autoimmunologicznego: niedoczynność tarczycy” [1] (zdiagnozowana u psa mniej więcej rok temu). Krztuszenie się psa bardzo przypomina zachowanie psów z miastenią pokazane na filmach na Youtube [2]. Udało nam się znaleźć opiekunów labradora, który miał bardzo podobne objawy i pomogło mu leczenie w kierunku miastenii.

Zaproponowano nam tomografię i sprawdzenie guza, płuc oraz przełyku pod kątem występowania przełyku olbrzymiego charakterystycznego dla miastenii. W przypadku potwierdzenia miastenii możliwe jest leczenie farmakologiczne. Brak leczenia może doprowadzić do zachłystowego zapalenia płuc i niewydolności oddechowej.

Leki na miastenię (18.11.2017 r.)

Nie zdecydowaliśmy się na tomografię ze względu na konieczność znieczulenia ogólnego, tym bardziej, że weterynarz (ze wspomnianej wyżej gliwickiej kliniki) polecił nam zastosowanie leku na miastenię (Mestinon) bez wykonania dalszych badań. Stwierdził, że “nie ma on skutków ubocznych i zawsze warto spróbować”. Zaufaliśmy mu, sam podał tabletki. Już po niecałej godzinie z odbytu psa leciał płyn, bo już nie miał czym się załatwiać (nie jadł wtedy od 3 dni), pies dodatkowo ślinił się. Dosłownie kapało z niego z dwóch stron, gdy stał i szedł i nie mógł tego kontrolować.

Zadzwoniliśmy do weterynarza, który nadal utrzymywał, że to niemożliwe, że tak się stało przez leki i pies na pewno czymś się zatruł. Gdy przyjechaliśmy do kliniki podał psu kroplówkę i atropinę (znosi działanie Mestinonu) i stwierdził, że faktycznie podał za dużą dawkę (powiedział, że w związku z tym wystawi rachunek za same leki, nie za wizytę, gdyż  “czuje się winny”).

Weterynarz polecił nam kontynuować kurację Mestinonem w zmniejszonej dawce. Nie doprecyzował jednak dokładnie o ile, gdyż uzależnił to od możliwości podzielenia tabletki na mniejsze części. Sam twierdził, że nie da jej się podzielić, mimo że bez problemu mogliśmy podać 1/4, 1/2 – jaką dawkę chcieliśmy. Niestety nawet przy tak zmniejszonej dawce objawy powtórzyły się. Nic dalej nie zostało nam zaproponowane. Mestinon odstawiliśmy.

Guz i sterydy (20.11.2017 r.)

W takiej sytuacji udaliśmy się na konsultację do jeszcze jednego weterynarza radiologa przyjmującego w gabinecie przy popularnym centrum handlowym w Katowicach. Powtórzył badania RTG i stwierdził, że guz znajduje się w prawym płucu i musi dawać objawy takie jak krztuszenie się. Guz urósł przez ostatnie 3 tygodnie i teraz miał już ponad 6 cm średnicy.

Przy okazji weterynarz znalazł na zdjęciu RTG zmiany w kręgosłupie i zasugerował, że to może być nowotwór kości. Dodał, że patrząc tylko na wyniki i zdjęcia “można by mówić o eutanazji”. Jako jedyne możliwe leczenie zaproponował nam leki przeciwbólowe i sterydy.

Zostały zresztą podane tego dnia jeszcze przed konsultacją z nim, razem z kroplówką i bez uprzedzenia nas – bez naszej wiedzy i zgody. Powiedziano nam, że to tylko kroplówka ze względu na odwodnienie psa. Pies nie jadł wtedy już od pięciu dni i to była druga kroplówka. Ciężko oddychał.

Dodał, że “żadnych skutków ubocznych stosowania sterydów nie będzie, bo pies do czasu zaistnienia takowych po prostu już nie dożyje”.

Po podaniu sterydów krztuszenie się psa ustało…

… podobnie jak jakakolwiek jego aktywność poza załatwianiem się i jedzeniem. W ciągu praktycznie jednego dnia pies stał się cieniem, nic go nie cieszyło, nie merdał nawet ogonem na nasz widok czy wołanie, nie podnosił głowy. Informowaliśmy o tym weterynarza i wtedy też okazało się, że podany został Encorton (na karcie z wizyty podana jest inna nazwa). Słysząc to powiedzieliśmy, że pies dostawał Encorton wiele lat temu i źle na niego reagował – przede wszystkim znacznym obniżeniem nastroju i aktywności.

Dopiero wtedy weterynarz powiedział nam, że faktycznie część psów tak reaguje na Encorton i zaczął go powoli wycofywać. W tym czasie stan psa nie polepszał się. Prawie nieustannie dyszał, chodziliśmy z nim na siku co 3-4 godziny łącznie z nocą (co można jeszcze uznać za normalne po podaniu sterydów) i cały czas był smutny, nie interesował się otoczeniem. Wodził za nami wzrokiem, nie podnosił głowy znad legowiska. W naszym odczuciu bardzo cierpiał. W czasie jedzenia nie mógł ustać na łapach i musieliśmy go podtrzymywać. Często wodę podawaliśmy mu gdy leżał, aby nie musiał się przemęczać i pił na leżąco. Pił bardzo dużo.

Nowe leczenie i nowa nadzieja (24.11.2017 r.)

Przed kolejną dawką sterydów umówiliśmy się na pilną wizytę u ostatniego onkologa, którego udało nam się znaleźć w naszym rejonie, a dokładnie w Gliwicach. I to była chyba najlepsza decyzja. Potwierdził, że krztuszenie się psa jest wynikiem guza (nie miastenii) i zaproponował inne leczenie, dzięki któremu stan psa polepszył się pierwszy raz od podania leków na miastenię. Zaproponował nam też rozpoczęcie chemioterapii, gdy tylko stan psa ustabilizuje się.

Wytłumaczył nam, że mało prawdopodobny jest nowotwór kości i że raczej jest to osteopatia przerostowa. Stwierdził, że przy tak krótkim podawaniu sterydów (4 dni) nie trzeba z nich schodzić stopniowo i możemy odstawić od razu, zwłaszcza jeżeli pies tak źle na nie reaguje. Weterynarz zrobił kolejne badania krwi i USG. Okazało się, że w ciągu 4 dni poziom erytrocytów u psa spadł o prawie milion, a w jego brzuchu zbiera się płyn.

Po odstawieniu sterydów pies przez ostatnie 3 dni dostaje tramadol, niesterydowe leki przeciwzapalne oraz antybiotyk, leki na wątrobę i omeprazol. Krztuszenie się powróciło, jednak jest mniej nasilone niż wcześniej

Pies odzyskał siły, zaczął się interesować otoczeniem, reagować na wołanie i innych ludzi, więcej chodzić. Znowu zaczepia nas szczekaniem i cieszy się. Wiemy, że rokowania są złe, jednak pojawiło się trochę nadziei na kolejne dni. Czekamy teraz na koniec podawania antybiotyku, spadek liczby białych krwinek i rozpoczęcie chemioterapii.

Teraz, gdy mówimy pozostałym weterynarzom (tym poprzednim), że został zdiagnozowany nowotwór płuc słyszymy: “przecież to oczywiste u psa, który się krztusi i ma takie wyniki”. Wcześniej jednak nikt o tym nie wspomniał i nie zalecił nam RTG.

Luty 2018 r.

Ostatecznie nie zdecydowaliśmy się na chemioterapię, gdyż po eksperymentach weterynarzy z lekami w końcu pies czuje się stabilne i spokojnie. Obecnie dostaje Previcox 227 i Gabapeptynę (zamiast tramadolu, po którym pojawiło się nagle obniżenie nastroju i dyszenie), Forthyron oraz Hemadol zamiennie z Hemovetem.

Krztuszenie się pojawia się sporadycznie co parę dni, oddech nie jest tak ciężki jak wcześniej. Niestety anemia postępuje i erytrocyty są na poziomie 3,5-3,8 i  stan zapalny utrzymuje się. Cieszymy się z każdego wspólnego dnia, chwil radosnych i tych bardziej spokojnych.

Lipiec 2018 r. Powrót krztuszenia się

Niestety natarczywe krztuszenie się powróciło po wielu miesiącach spokoju, w dodatku jest jakby bardziej mokre. Weterynarz, u którego byliśmy w czasie urlopu naszego weterynarza,  zaproponował inhalacje. Ciężko powiedzieć, czy pomogły.

Sierpień 2018 r. Pożegnanie

W czasie kolejnej wizyty już u naszego weterynarza na początku sierpnia zrobiliśmy ostatnie RTG klatki piersiowej, które pokazało, że guz urósł nie więcej niż 1 cm w porównaniu do pierwszego zdjęcia oraz nowe zmiany (wykluczono jednak przełyk olbrzymi). Weterynarz stwierdził, że jest to albo zapalenie płuc (za czym przemawia mokry kaszel) albo przerzuty. Zalecił więc antybiotyk i byliśmy umówieni na wizytę za 4 dni. Wyniki krwi były bardzo złe jeśli chodzi o morfologię i niski cukier.

W tym czasie pies zaczął być coraz słabszy, przestał jeść i nie chciał wychodzić na spacery. W sumie nie jadł już ponad 4 dni. Konieczne było karmienie strzykawką i co jakiś czas podawanie tlenu, które pomagało na chwilę.

Nie doczekaliśmy kolejnej  wizyty, pies odszedł wcześniej w drodze do kliniki 24 h. Na miejscu weterynarz potwierdził odejście i stwierdził, że nie byłby w stanie mu pomóc.


[1] Nagranie krztuszenia się psa z miastenią https://youtu.be/6J4kVoHtCjE, [2] miastenia u psów (praca poglądowa) http://www.vetpol.org.pl/www_old/ZW2005/2005_02_Miastenia_psow.pdf


Zdjęcia ©AjriszZona.pl. Artykuły i zdjęcia stanowią własność AjriszZona.pl i są chronione prawami autorskimi. Wykorzystywanie ich w całości lub fragmentach bez pisemnej zgody właściciela AjriszZona.pl jest zabronione.

.

Podziel się z innymi miłośnikami psów

Zobacz też:

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.

Wpisz odpowiednią liczbę *