Moje pierwsze spotkanie z Pandą

Moje pierwsze spotkanie z Pandą

W dniu 20 marca 2008 roku  odebrałam telefon od Fundacji S.O.S. dla Zwierząt

Do Schroniska dla Bezdomnych Zwierząt w Katowicach przywieziono psa przejechanego przez samochód, którego kierowca nawet nie zatrzymał się, aby udzielić pomocy albo chociaż ją wezwać. Uratowanie psa wiązało się z koniecznością przeprowadzenia operacji, jednak chirurg zastrzegł, że podejmie się jej jedynie wtedy, gdy pies od razu trafi do nowego domu. Inaczej wysiłek nie miałby sensu, gdyż w schronisku nie ma warunków do rekonwalescencji i tam pies po prostu od razu zostałby uśpiony.

Z Fundacją S.O.S. dla Zwierząt po raz pierwszy spotkałam się niewiele wcześniej podczas ich akcji organizowanej w centrum handlowym w Katowicach. Ajrisz miała wtedy prawie półtora roku i przeszło mi przez myśl stworzenie domu tymczasowego dla psa w potrzebie.

Co do samego poszkodowanego psa, podczas rozmowy telefonicznej dowiedziałam się tylko, że jest łaciaty i średniej wielkości. Zgodziłam się właściwie bez zastanowienia i wieczorem, już po operacji, pojechałam do Kliniki Weterynaryjnej Brynów w Katowicach.

Na miejscu, w pustej poczekalni, zobaczyłam przerażonego psa chowającego się przede mną pod ławką

Pies unikał kontaktu, uciekał przed człowiekiem, krwawił obficie i sikał pod siebie. Jak się szybko przekonałam, w obliczu tej sytuacji zostałam zdana sama na siebie – poczekalnia była naprawdę pusta!

Pies długo nie chciał wyjść spod ławki, był bardzo wystraszony. Pamiętam przede wszystkim zmrużone oczy i uszy sterczące każde w inną stronę. Długo siedziałam na podłodze i mówiłam do niego, próbowałam choć odrobinę przyzwyczaić do siebie. Gdy w końcu wyszedł, udało się przenieść go do samochodu i zabrać do domu.

Pierwsza wspólna noc

Była trudna i nikt nie mógł zasnąć. Panda (takie dostała imię ze względu na swoje urokliwe umaszczenie) ze stresu i z bólu, a ja z obawy, czy jej stan się nie pogarsza. Ajrisz w ogólne nie chciała do nas przyjść. Przygotowałam ogłoszenia na wypadek, gdyby ktoś Pandy szukał. Przemywałam rany, które miała na całym ciele, podawałam lekarstwa i zastanawiałam się czy dam radę właściwie się nią opiekować.

Pierwsze spacery

Na początku  nosiłam Pandę na rękach, jednak szybko zaczęła chodzić sama i całkiem nieźle dawała sobie radę na spacerach. Żywo interesowała się otoczeniem, szczekała na spotykane psy i bawiła się patykami. Nie chciała zostawać sama i nawoływała nas, gdy wychodziłyśmy z Ajrisz na spacer. Ze względu na bezpieczeństwo gojących się ran Pandy spacery odbywały się dla każdego z psów oddzielnie. W domu Panda towarzyszyła mi cały czas i zostało jej to do dziś – gdy było jej już niewygodnie na podłodze, przynosiła sobie swój kocyk i kładła się na nim przy moich nogach.

W czasie kolejnych dni prawie codziennie odwiedzałyśmy dr Czogałę w Klinice na Brynowie. Wciąż nie wiadomo było, co będzie z łapą – czy będzie sprawna, czy będzie konieczna rehabilitacja, amputacja…

Według niego Panda całe swoje 7 miesięcy życia spędziła na ulicy. Była brudna i chuda. Chociaż mieszkanie w domu było dla niej nowością i bała się wielu rzeczy (przede wszystkim odkurzacza), bardzo dobrze rozumiała czym jest łóżko. Wieczorem pierwsza do niego wskakiwała, jakby to była najbardziej naturalna rzecz na świecie. Nigdy nic w domu nie zniszczyła ani nie nabrudziła, nawet w pierwszych dniach po wypadku, gdy była wykończona ponad swoje psie siły.

Na ogłoszenia o odnalezieniu Pandy nikt nigdy nie odpowiedział – Pandy nikt nie szukał. Pojawiało się parę zapytań o adopcję, jednak wszyscy zainteresowani chcieli poczekać na koniec leczenia i zobaczyć, czy będzie chodzić. Może mieli trochę racji, ja jednak chciałam, aby ktoś pokochał Pandę niezależnie od tego, zwłaszcza, że rehabilitacja i powrót do zdrowia to nie jest kwestia jednego miesiąca. Takie zainteresowanie zatem było na nic.

Panda i Ajrisz

panda i ajrisz

Ajrisz na co dzień jest bardzo przyjazna dla całego świata, jednak do kołnierza Pandy i zapachu lekarstw podeszła z dużym dystansem. Gdy już przestała warczeć (!), zaczęły się próby zabawy i gonitwy po domu. Ajrisz czuwała przy klatce kenelowej, w której spała Panda. Oddawała jej wszystkie swoje zabawki i gryzaki, które Panda gromadziła na swoim legowisku. Bardzo się ze sobą zżyły.

Prawdziwy dom!

Panda w nowym domu

Trochę ponad miesiąc po wypadku, po Świętach Wielkanocnych, Panda znalazła nowy dom i przeprowadziła się do niego. Niedługo potem zostały zdjęte śruby i leczenie dobiegło końca. Okazało się, że łapa jest w pełni sprawna, a rehabilitacja nie będzie konieczna – została tylko blizna. Cudem została tak poskładana, że kości zrosły się poprawnie (Panda miała założone 4 druty wbite w kość celem jej stabilizacji…). Szczęśliwa Panda pojechała z nowym opiekunem na swoje pierwsze wakacje i odpoczywała nad jeziorem w górach. Po powrocie od czasu do czasu spotykała się ze mną i z Ajrisz na spacerach.

Niecałe dwa lata później okazało się, że Panda nie może zostać dłużej w swoim domu i zagrożono jej schroniskiem. Wzięłam ją do siebie i została ze mną na zawsze.

Panda na torze agility, Psi Park w Pszynie 2015

Panda na wybiegu dla psów, 2015 r.

 Zdjęcia ©AjriszZona.pl. Artykuły i zdjęcia stanowią własność AjriszZona.pl i są chronione prawami autorskimi. Wykorzystywanie ich w całości lub fragmentach bez pisemnej zgody właściciela AjriszZona.pl jest zabronione.


Podziel się z innymi miłośnikami psów

Zobacz też:

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.

Wpisz odpowiednią liczbę *