Krztuszenie się psa i odruchy wymiotne – szukanie przyczyny i diagnoza [NASZA HISTORIA]

krztuszenie się psa

Przyczynę krztuszenia się psa (11 lat) diagnozowaliśmy u weterynarzy od ponad 9 miesięcy. Dopiero dzięki naszym własnym poszukiwaniom naprowadziliśmy ich na badanie, które pozwoliło ją poznać. Postanowiliśmy więc podzielić się naszą historią, spisaną przez cały okres diagnostyki i leczenia. Mamy nadzieję, że będzie wskazówką dla wszystkich, którzy chcą pomóc swojemu psu. Zapraszamy do lektury i do kontaktu z nami.

Spis treści:

Krztuszenie się psa i anemia – diagnostyka (01-10.2017 r.)
Krztuszenie się psa – guz w klatce piersiowej (27.10.2017 r.)
Krztuszenie się psa a miastenia nabyta i przełyk olbrzymi (15.11.2017 r.)
Leki na miastenię (18.11.2017 r.)
Guz i sterydy (20.11.2017 r.)
Po podaniu sterydów krztuszenie się psa ustało…
Nowe leczenie i nowa nadzieja (24.11.2017 r.)
Powrót krztuszenia się (07.2018 r.)
Pożegnanie (08.2018 r.)

Zacznijmy od początku. Na przełomie grudnia 2016 r. i stycznia 2017 r. u psa pojawiła się anemia. Po niedługim czasie wystąpiło krztuszenie się, odruchy wymiotne i zaburzenia rytmu serca.

Dziwne krztuszenie pojawiało się najpierw co kilka dni, później każdego dnia, a w końcu kilka razy dziennie. Pies próbował odkaszlnąć i zwymiotować, jednak nic nie wymiotował. Miało to formę napadów i przechodziło po paru minutach, często wyglądało jakby chciał pozbyć się czegoś z gardła, jakby coś mu przeszkadzało. Widać to na filmie (zobacz tutaj).

Poza tym pies czuł się całkiem stabilnie, był wesoły, chociaż zdarzały się gorsze dni, gdy nie miał już tyle siły co kiedyś i dość sporo pił. Szybko męczył się i kładł w czasie spacerów czy np. czekania na windę (wiązaliśmy to z wiekiem oraz zdiagnozowaną wcześniej bradykardią i dysplazją).

W wynikach badania krwi cały czas widoczny był stan zapalny oraz od czasu do czasu odwodnienie. Dodam, że pies ma też niedoczynność tarczycy (ustabilizowaną lekami).

Krztuszenie się psa
Styczeń 2017

Krztuszenie się psa i anemia – diagnostyka (01-10.2017 r.)

W skrócie nasza diagnostyka do października wyglądała tak:

  • Weterynarz prowadzący widział lekki stan zapalny w gardle i zalecał antybiotyki. Sugerował tworzenie się uchyłków w przełyku i rozkładanie się pokarmu – stąd stan zapalny. Dalej nic nie proponował i pies krztusił się dalej.
  • Anemię tłumaczył wiekiem psa, wyniki badania krwi nie były bardzo złe. Zalecił nam Hemodol, który trochę poprawił wyniki. Przez wiele miesięcy weterynarz utrzymywał, że pies jest starszy i nie będzie miał wzorowych wyników, a nie leczymy wyników, tylko stan psa (który był ogólnie stabilny, pies nie mdlał i nie słabł).
  • Pewnego razu kupowaliśmy leki u innego weterynarza, który bardziej zainteresował się anemią (musi być jakaś przyczyna”). Zrobiliśmy u niego dodatkowe badania krwi i kału, dzięki którym wykluczyliśmy choroby odkleszczowe oraz pasożyty wewnętrzne, które mogłyby być przyczyną anemii.
  • Stan zapalny, który był widoczny w badaniach krwi, przez każdego weterynarza był komentowany następująco: „o, niedawno był stan zapalny”. Nikt nic w związku z tym nie proponował.
  • Krztuszenie się nie dawało nam spokoju. W Vetkardio w Zabrzu pani weterynarz wykluczyła przyczyny krztuszenia się psa związane z sercem. Pies ma wrodzoną bradykardię i jest pod stałą kontrolą kardiologa, jednak w czasie tej wizyty wykrył dodatkowe zaburzenia rytmu serca, których wcześniej nie było. Po dobie z holterem kardiolog stwierdził, że zaburzeń jest jednak tylko kilka w ciągu doby i nie wpływają one na funkcjonowanie psa. Nie zalecił żadnych leków ani dalszych badań. Stwierdził, że serce na pewno nie jest przyczyną krztuszenia się.
  • Jeden z weterynarzy zasugerował, że być może przyczyną krztuszenia się jest refluks, jednak po podaniu omeprazolu nic się nie zmieniło. Ze względu na wyżej wymienione problemy z sercem nie zdecydowaliśmy się w tym momencie na gastroskopię, która wymaga znieczulenia ogólnego.
  • Pewnej niedzieli pies czuł się znacznie gorzej i krztuszenie nasiliło się. Był niespokojny i nie mógł sobie znaleźć miejsca ani się położyć (takie objawy pojawiły się drugi raz, za pierwszym razem w tym czasie, gdy wykryta została anemia). Odwiedziliśmy weterynarza całodobowego, który podał psu kroplówkę, dzięki czemu trochę odżył. Skierował nas do kolejnego weterynarza, żeby zrobić wymaz z gardła, gdyż krztuszenie się może być związane z obecnością bakterii.
  • Zostały więc pobrane wymazy z gardła i tchawicy, w których była krew (ze względu na podrażnienie wynikające z długotrwałego krztuszenia się). Posiew wykazał obecność konkretnego szczepu Escherichia coli. Dowiedzieliśmy się, że bakteria mogła tam się znaleźć w dowolnym momencie życia (np. gdy pies pije wodę na wybiegu dla psów) i może dać znać o sobie gdy pies jest osłabiony. Zapewnił nas, że nie jest możliwe zarażenie się innego psa. Weterynarz przez 5 kolejnych tygodni podawał psu autoszczepionkę, w okolicach trzeciej dawki wydawało nam się, że jest pewna poprawa, jednak po czwartej krztuszenie się powróciło nawet z większą częstotliwością niż przed rozpoczęciem leczenia.
  • Ten sam weterynarz stwierdził, że przyczyną anemii może być guz w klatce piersiowej, jednak na pewno (na 99%) byłoby go widać w czasie echa serca zwłaszcza wykonywanego przez wspomnianego kardiologa z Zabrza. Jedyne badanie, które można teraz zrobić to tomografia (odradził nam ją jednak ze względu na konieczność zastosowania znieczulenia ogólnego).

Jak się później okazało, znaleźliśmy się w tym 1 %. Już wcześniej zaczęliśmy sami szukać informacji w Internecie, bo krztuszenie się psa nas bardzo niepokoiło, a mieliśmy wrażenie, że jest przez weterynarzy bagatelizowane i nie mają pomysłu co robić.

Ktoś napisał nam, że podobne objawy miał pies z nowotworem płuc i żeby lepiej przyjrzeć się RTG. Sami więc poprosiliśmy, żeby w czasie wizyty z ostatnią szczepionką zrobić psu RTG klatki piersiowej. Żałujemy, że tak późno.

Krztuszenie się psa
Sierpień 2017

Krztuszenie się psa – guz w klatce piersiowej (27.10.2017 r.)

Na zdjęciu jest widoczny guz o średnicy trochę ponad 5 cm (na zdjęciach zaznaczony na czerwono).

Weterynarz, który wykonał RTG na naszą prośbę, od razu stwierdził, że guz zlokalizowany jest między sercem a przeponą i dlatego powoduje wszystkie objawy: krztuszenie się, anemię i nowe zaburzenia rytmu serca (guz uciska serce, przeponę oraz przełyk). Usłyszeliśmy, że „nie musimy już dalej szukać przyczyny, to wszystko wina guza”.

Poinformowano nas, że jeśli krztuszenie nasili się jeszcze bardziej, to konieczne będzie podanie lekarstwa na rozszerzenie oskrzeli. To wszystko, żadnej propozycji leczenia. Odradzono nam biopsję i tomografię ze względu na chore serce.

Krztuszenie się psa
Październik 2017 r.

Przez prawie rok byliśmy w kontakcie z 5 weterynarzami (prowadzącym, „dodatkowym”, całodobowym, kardiologiem oraz nowym, który zrobił wymazy). Żaden z nich nie zaproponował nam zrobienia RTG klatki piersiowej, sami poprosiliśmy o to badanie.

W takiej sytuacji postanowiliśmy skonsultować się z weterynarzem, który specjalizuje się w onkologii. Chcieliśmy dowiedzieć się na 100%, czy na pewno nic nie można zrobić aby ulżyć psu. Byliśmy zaskoczeni gdy weterynarz onkolog z Gliwickiej Kliniki Weterynaryjnej powiedział nam, że guz jest zbyt mały, żeby wywoływać takie krztuszenie się i psy z nowotworem krztuszą się zupełnie inaczej.

Krztuszenie się psa a miastenia nabyta i przełyk olbrzymi (15.11.2017 r.)

Na podstawie wywiadu weterynarz „onkolog – kardiolog” ze wspomnianej Kliniki zaproponował diagnostykę w kierunku miastenii nabytej. Jak stwierdził, o tej chorobie mogą świadczyć następujące objawy u naszego psa:

  • krztuszenie się (nie kaszel) i ulewanie;
  • osłabienie i szybkie męczenie się (pies niechętnie rusza się, szybko kładzie się – wcześniej wiązaliśmy to z problemami ze stawami i sercem);
  • powłóczenie tylnymi łapami przy prawidłowych odruchach neurologicznych (niektórzy weterynarze zwracali wcześniej uwagę, że może to wynikać bardziej z problemów neurologicznych niż z dysplazji, jednak nie wskazywali co dalej w związku z tym);
  • zanik mięśni skroniowych (paru weterynarzy też zwracało wcześniej na to uwagę, jednak nie poinformowano nas, z czym może on być związany);
  • zwracanie pokarmu;
  • zmiana głosu (ochrypłe szczekanie).

Ten weterynarz zwrócił uwagę też na to, że miastenia występuje częściej u labradorów (pies jest w typie labradora) i może pojawić się dopiero w bardziej zaawansowanym wieku (okolice 10 roku życia).

Zaczęliśmy szukać więcej informacji o tej rzadkiej chorobie. Dowiedzieliśmy się, że „miastenii mogą towarzyszyć inne choroby tła autoimmunologicznego: niedoczynność tarczycy” [1] (zdiagnozowana u psa mniej więcej rok temu). Krztuszenie się psa bardzo przypomina zachowanie psów z miastenią pokazane na filmach na Youtube [2]. Dzięki grupom na Facebooku udało nam się znaleźć opiekunów labradora, który miał niemal identyczne objawy i pomogło mu leczenie w kierunku miastenii.

Zaproponowano nam tomografię i sprawdzenie guza, płuc oraz przełyku pod kątem występowania przełyku olbrzymiego charakterystycznego dla miastenii. W przypadku potwierdzenia miastenii możliwe jest leczenie farmakologiczne. Brak leczenia może doprowadzić do zachłystowego zapalenia płuc i niewydolności oddechowej.

Leki na miastenię (18.11.2017 r.)

Nie zdecydowaliśmy się na tomografię ze względu na konieczność znieczulenia ogólnego, tym bardziej, że weterynarz (ze wspomnianej wyżej gliwickiej Kliniki) polecił nam zastosowanie leku na miastenię (Mestinon) bez wykonania dalszych badań. Stwierdził, że „nie ma on skutków ubocznych i zawsze warto spróbować”. Zaufaliśmy mu, sam podał tabletki psu.

Już po niecałej godzinie z odbytu psa leciał płyn, bo już nie miał czym się załatwiać (nie jadł wtedy od 3 dni), pies dodatkowo ślinił się. Dosłownie kapało z niego z dwóch stron, gdy stał i szedł i nie mógł tego kontrolować.

Zadzwoniliśmy do weterynarza, który nadal utrzymywał, że to niemożliwe, że tak się stało przez leki i pies na pewno czymś się zatruł w międzyczasie. Gdy przyjechaliśmy do Kliniki podał psu kroplówkę i atropinę (znosi działanie Mestinonu) i stwierdził, że faktycznie podał za dużą dawkę (powiedział, że w związku z tym wystawi rachunek za same leki, nie za wizytę, gdyż  „czuje się winny”.

Weterynarz polecił nam kontynuować kurację Mestinonem w zmniejszonej dawce. Nie doprecyzował jednak dokładnie o ile, gdyż uzależnił to od możliwości podzielenia tabletki na mniejsze części. Sam twierdził, że nie da jej się podzielić, mimo że bez problemu mogliśmy podać 1/4, 1/2 – jaką dawkę chcieliśmy (w aptece można kupić proste urządzenie do cięcia tabletek). Niestety nawet przy tak zmniejszonej dawce objawy powtórzyły się. Nic dalej nie zostało nam zaproponowane. Mestinon odstawiliśmy.

Guz i sterydy (20.11.2017 r.)

W takiej sytuacji udaliśmy się na konsultację do jeszcze jednego weterynarza radiologa przyjmującego w gabinecie przy popularnym centrum handlowym w Katowicach (SmartVet). Powtórzył badania RTG i stwierdził, że guz znajduje się w prawym płucu i musi dawać objawy takie jak krztuszenie się. Guz urósł przez ostatnie 3 tygodnie i teraz miał już ponad 6 cm średnicy.

Przy okazji weterynarz znalazł na zdjęciu RTG zmiany w kręgosłupie i zasugerował, że to może być nowotwór kości. Dodał, że patrząc tylko na wyniki i zdjęcia kręgosłupa „można by mówić o eutanazji” (później żaden weterynarz nie podjął już tego tematu, nie zasugerował nam nigdy, żeby wziąć pod uwagę eutanazję). W tym momencie jako jedyne możliwe leczenie zaproponował leki przeciwbólowe i sterydy.

Zostały zresztą podane tego dnia jeszcze przed konsultacją z nim, razem z kroplówką i bez uprzedzenia nas – bez naszej wiedzy i zgody dodano steryd. Powiedziano nam, że to tylko kroplówka ze względu na odwodnienie psa. Pies nie jadł wtedy już od pięciu dni i to była druga kroplówka. Ciężko oddychał.

Weterynarz dodał, że „żadnych skutków ubocznych stosowania sterydów nie będzie, bo pies do czasu zaistnienia takowych po prostu już nie dożyje„.

Po podaniu sterydów krztuszenie się psa ustało…

… podobnie jak jakakolwiek jego aktywność poza załatwianiem się i jedzeniem. W ciągu praktycznie jednego dnia pies stał się cieniem, nic go nie cieszyło, nie merdał nawet ogonem na nasz widok czy wołanie, nie podnosił głowy. Informowaliśmy o tym weterynarza i wtedy też okazało się, że podany został Encorton (na karcie z wizyty podana jest inna nazwa, której nie skojarzyliśmy z Encortonem). Słysząc to powiedzieliśmy, że pies dostawał Encorton wiele lat temu i źle na niego reagował – przede wszystkim znacznym obniżeniem nastroju i aktywności.

Dopiero wtedy weterynarz powiedział nam, że faktycznie część psów tak reaguje na Encorton i zaczął go powoli wycofywać. W tym czasie stan psa nie polepszał się. Prawie nieustannie dyszał, chodziliśmy z nim na siku co 3-4 godziny łącznie z nocą (co można jeszcze uznać za normalne po podaniu sterydów) i cały czas był smutny, nie interesował się otoczeniem. Wodził za nami wzrokiem, nie podnosił głowy znad legowiska. W naszym odczuciu bardzo cierpiał. W czasie jedzenia nie mógł ustać na łapach i musieliśmy go podtrzymywać. Często wodę podawaliśmy mu gdy leżał, aby nie musiał się przemęczać i pił na leżąco. Pił bardzo dużo.

Nowe leczenie i nowa nadzieja (24.11.2017 r.)

Przed kolejną dawką sterydów umówiliśmy się na pilną wizytę u kolejnego, ostatniego już onkologa, którego udało nam się znaleźć w naszym rejonie, a dokładnie w Gliwicach. I to była chyba najlepsza decyzja. W Onkovecie weterynarz potwierdził, że krztuszenie się psa jest wynikiem guza (nie miastenii) i zaproponował inne leczenie, dzięki któremu stan psa polepszył się pierwszy raz od podania leków na miastenię. Zaproponował nam też rozpoczęcie chemioterapii, gdy tylko stan psa ustabilizuje się.

Wytłumaczył nam, że mało prawdopodobny jest nowotwór kości i że raczej jest to osteopatia przerostowa. Stwierdził, że przy tak krótkim podawaniu sterydów (4 dni) nie trzeba z nich schodzić stopniowo i możemy odstawić od razu, zwłaszcza jeżeli pies tak źle na nie reaguje. Weterynarz zrobił kolejne badania krwi i USG. Okazało się, że w ciągu 4 dni poziom erytrocytów u psa spadł prawie o kolejny milion (wynosił już ok. 3,3), a w jego brzuchu zbiera się płyn.

Po odstawieniu sterydów pies przez ostatnie 3 dni dostaje tramadol, niesterydowe leki przeciwzapalne oraz antybiotyk, leki na wątrobę i omeprazol. Krztuszenie się powróciło, jednak jest mniej nasilone niż wcześniej

Pies odzyskał siły, zaczął się interesować otoczeniem, reagować na wołanie i innych ludzi, więcej chodzić. Znowu zaczepia nas szczekaniem i cieszy się. Kolejne badanie pokazało, że płyn w brzuchu już się nie zbiera. Wiemy, że rokowania są złe, jednak pojawiło się trochę nadziei na kolejne dni, tygodnie, miesiące. Czekamy teraz na koniec podawania antybiotyku, spadek liczby białych krwinek i rozpoczęcie chemioterapii.

Teraz, gdy mówimy pozostałym weterynarzom (tym poprzednim), że został zdiagnozowany nowotwór płuc słyszymy: „przecież to oczywiste u psa, który się krztusi i ma takie wyniki”. Wcześniej jednak nikt o tym nie wspomniał i nie zalecił nam RTG, które zostało wykonane dopiero na nasze prośby.

Luty 2018 r.

Ostatecznie nie zdecydowaliśmy się na chemioterapię, gdyż po eksperymentach weterynarzy z lekami w końcu pies czuje się stabilne i spokojnie. Obecnie dostaje Previcox 227 i Gabapeptynę (zamiast tramadolu, po którym pojawiło się nagle obniżenie nastroju i dyszenie), Forthyron oraz Hemodol zamiennie z Hemovetem. W tym czasie próbowaliśmy kilka razy podawać leki rozszerzające oskrzela, jednak pies źle na nie reagował – krztuszenie się mocno nasilało i pies się męczył.

Krztuszenie się psa pojawia się sporadycznie co parę dni, oddech nie jest tak ciężki jak wcześniej. Niestety anemia postępuje i erytrocyty są na poziomie 3,5-3,8, a stan zapalny utrzymuje się. Cieszymy się z każdego wspólnego dnia, chwil radosnych i tych bardziej spokojnych.

W kolejnych miesiącach krztuszenie się ustąpiło zupełnie. W tym czasie regularnie robiliśmy badania krwi i USG brzucha. Zaczęliśmy wtedy coraz częściej korzystać z wózka lub uprzęży podtrzymującej biodra, gdyż pies miał coraz większe problemy z poruszaniem się.

Marzec 2018 r.
Krztuszenie się psa
Kwiecień 2018 r.
Czerwiec 2018 r.

Lipiec 2018 r. Powrót krztuszenia się

Niestety, natarczywe krztuszenie się powróciło po wielu miesiącach spokoju, w dodatku było jakby bardziej mokre. I niestety w tym czasie Onkovet był nieczynny, dlatego musieliśmy udać się w inne miejsce. Weterynarz, do którego się udaliśmy zaproponował jedynie inhalacje na miejscu. Ciężko powiedzieć, czy pomogły. Dzisiaj, po paru miesiącach, wciąż zastanawiamy się, czy podanie antybiotyku i zrobienie RTG płuc już wtedy mogłoby coś zmienić…

Sierpień 2018 r. Pożegnanie

Po kilku dniach, na początku sierpnia, wrócił nasz weterynarz i niezwłocznie udaliśmy się do niego. Pies był bardzo słaby i nie był w stanie iść o własnych siłach, na wizytę przyjechał w wózku, po wyjęciu z niego nie przemieszczał się samodzielnie. Wyniki krwi były bardzo złe jeśli chodzi o morfologię i niski cukier (pies miał kolejną przerwę w jedzeniu, 2 dni). Zrobiliśmy RTG klatki piersiowej, które pokazało, że guz urósł nie więcej niż 2 cm w porównaniu do pierwszego zdjęcia. Wykluczono przełyk olbrzymi. Pojawiły się jednak nowe zmiany w płucach.

Weterynarz stwierdził, że jest to albo zapalenie płuc (za czym przemawia mokry kaszel) albo przerzuty. Zalecił więc antybiotyk i byliśmy umówieni na kolejną wizytę za 4 dni. Założenie było takie, że jeśli powodem krztuszenia się jest zapalenie płuc, antybiotyki pomogą i objawy się zmniejszą.

Po wizycie pies nie zaczął jeść, bardzo mało pił i nie był zainteresowany wychodzeniem na spacery. W sumie nie jadł już ponad 4 dni. Weterynarz przez telefon zalecił nam karmienie strzykawką (karma w proszku dla szczeniąt), podawanie tlenu (w sprayu, dla sportowców)i przyjazd w umówionym wcześniej terminie.

Nie doczekaliśmy ostatniej wizyty. Po południu pies odmówił wyjścia z domu na siku – zawrócił z korytarza w drodze na spacer. Wieczorem i w nocy przestał przyjmować wodę i pokarm podawane strzykawką oraz lekarstwa, a nad ranem zaczął coraz ciężej oddychać i wyglądało jakby tracił kontakt z nami. Żaden z „naszych” weterynarzy (również całodobowych) nie odebrał telefonu, a dzwoniliśmy i pialiśmy wiele razy. Pojechaliśmy więc do całodobowej kliniki. Pies umarł nam na rękach, gdy nieśliśmy go z samochodu do gabinetu. Na miejscu po dłuższym oczekiwaniu na przyjście weterynarza (!) ten potwierdził jedynie odejście. Stwierdził, że nie byłby w stanie mu pomóc, nawet gdybyśmy znaleźli się w gabinecie wcześniej.


Źródła: [1] Nagranie krztuszenia się psa z miastenią https://youtu.be/6J4kVoHtCjE, [2] miastenia u psów (praca poglądowa) http://www.vetpol.org.pl/www_old/ZW2005/2005_02_Miastenia_psow.pdf | Artykuł został opublikowany w 2017 roku, ostatnia aktualizacja: 18 sierpnia 2019 r. | Zdjęcia ©AjriszZona.pl. Artykuły i zdjęcia stanowią własność AjriszZona.pl i są chronione prawami autorskimi.


 

Podziel się z innymi miłośnikami psów

11 Comments

  1. kamila&lusia

    Witam serdecznie, bardzo współczuję straty, sama kilka dni temu stanęłam przed wiadomością iż moja 10 letnia sunia ma przerzuty do płuc, miała mastektomię , nawrót guzków rakowych o stopniu złośliwości II, po 2 str w pozostawionej listwie mlecznej też pojawiły się guzy, miała kaszel jak państwa piesek na filmie, weterynarze nie wiedzieli dlaczego, też zasugerowałam refluks…jednak okazało się najgorsze…od 2 dni płaczę nie wiem co robić, mam namiary na onkologa i będę walczyć by nie cierpiała jeśli mają państwo jakieś rady chętnie odbiorę je na maila. Pozdrawiam

    Reply
    1. AjriszZona.pl

      Dzień dobry, dziękuję. Napisałam maila.

      Reply
    2. AjriszZona.pl

      Jeżeli mogłabym cokolwiek doradzić opierając się na naszej historii, to żeby zasięgać opinii różnych weterynarzy (nawet różnych onkologów), szukać sposobu pomocy oraz ufać własnej intuicji – weterynarz może się mylić lub może istnieć inny weterynarz, który zobaczy coś więcej, zaproponuje coś jeszcze.

      Nie znam całej historii Pani suni i nie jestem weterynarzem, więc odniosę się tylko do naszego doświadczenia.

      U nas kluczowe było RTG, którego nikt nam nie zaproponował i dopiero po poszukiwaniach w Internecie sami o nie poprosiliśmy.
      Kolejna sprawa to zapalenie płuc. Teraz po czasie wydaje nam się, że gdy krztuszenie po wielu miesiącach wróciło, to RTG powinno być wykonane od razu. Być może wcześniej zobaczylibyśmy nowe zmiany w płucach i pomogłoby wcześniejsze podanie antybiotyku. Żałuję, że nie naciskałam wtedy na RTG i na diagnostykę w kierunku zachłystowego zapalenia płuc (weterynarz sam o tym nie wspomniał). Jeśli mogę doradzić, to proszę poczytać więcej o zachłystowym zapaleniu płuc i mieć je na uwadze przy krztuszeniu się. Teraz po czasie nie wiem, czy w naszym przypadku to było zapalenie płuc czy przerzuty, ale z wszystkich informacji, do których dotarłam wnioskuję, że zapalenie jest bardzo prawdopodobne.

      I kwestia bólu. Dzięki środkom przeciwbólowym Ajrisz mogła lepiej funkcjonować i cieszyć się, jednak trochę trwało dobranie odpowiednich, po których czuła się najlepiej i nie występowały skutki uboczne. Ważne, żeby w tych wszystkich lekach, wizytach u weterynarza i badaniach nie zapominać o tych małych radościach i wspólnych chwilach. Potem tego się żałuje, że nie trwały dłużej.

      Warto też mieć kontakt do zaufanego weterynarza, który odbierze telefon i przyjedzie w każdej chwili 24 h na dobę (lub klinikę, do której można dojechać szybko). Ostatniej nocy żaden z naszych weterynarzy nie odebrał telefonu, jeden z nich jak się później okazało zostawił akurat telefon w samochodzie. Musieliśmy pojechać praktycznie do obcej kliniki, do której nie mieliśmy zaufania (cieszy się też słabą opinią, ale było to jedyne czynne miejsce) i to też było ciężkie w ostatnich chwilach.

      Reply
  2. AjriszZona.pl

    Często pytacie o listę badań, które wykonywaliśmy. Wszystko opisane jest w artykule, poniżej dodajemy krótkie zestawienie.

    Badania wykonywane regularnie:

    – Badania krwi m.in. morfologia z ręcznym rozmazem, próby wątrobowe, biochemia
    – Badanie hormonów tarczycy
    – Echo serca
    – RTG klatki piersiowej
    – USG brzucha i narządów wewnętrznych
    – Osłuchiwania stetoskopem

    Badania wykonywane 1-2 razy:

    – Wymazy z gardła i tchawicy w kierunku bakterii
    – Holter na 24 h (EKG serca)
    – Badania krwi i kału w kierunku pasożytów wewnętrznych i chorób odkleszczowych
    – Punkcja brzucha i badanie płynu zbierającego się w brzuchu

    Reply
  3. Mary

    Przeczytałam wiele artykułów na temat chorego serducha u psa i wody w płucach, trafiłam również tutaj.Przypadek mojej suni jest taki. Zaczęła utykać na łapkę i z tym udałam się do weta, ten zastosował leki przeciwbólowe i przeciwzapalne_normalne.Nie pomogły, skierował nas na RTG, gdzie ze zdjęcie pokazało iż łapka jest w porządku, ale ponieważ zdjęcie objęło kawałek płuca
    i zaniepokoił sie radiolog wiec, zrobiliśmy RTG płuc_niestety, okazało się woda w płucach.Antybiotyk, furosemid, encorton i jakiś na serce lek_bo okazało się,że serce jest powiększone i do tego arytmia.Sunia międzyczasie dostała duszności_niestety weterynarz tel. nie odebrał, również kiedy okazało się,że straciła apetyt po podaniu antybiotyku.Kolejnej dawki antybiotyku nie mogłam podać_ponieważ straciła apetyt.Zmieniłam lekarza następnego dnia, ten zmienił antybiotyk_podał również sterydy_pomogło.Byłam szczęśliwa.Po zakończeniu podawania antybiotyku_sterydu, wszystko wróciło_duszności, szybki oddech.Lekarz zalecił zwiększenie furosemidu z połowy do 1 tabletki rano i wieczorem.Żadnej poprawy, lekarz stwierdził,ze to tak od razu nie przechodzi…sunia miała trudności z oddychaniem, chudła w oczach.Międzyczasie dostała ataku padaczki, lekarz stwierdził,ze jeżeli jeszcze sie to powtórzy to poinformować go.Sunia słabła z trudem oddychała, znowu wizyta u weterynarza, dostała zastrzyk jakiś_nie pamiętam.Nie pomogło, dusiła się, coraz gorzej_patrzyłam na nią i nie mogłam jej pomóc.Znowu telefon do weterynarza, pojechaliśmy na wizytę_zastrzyk_sterydy, przeciwzapalne, przeciwbólowe…2 godziny po dostała padaczki i odeszła.Sunia miała 11 lat. Przeżyłam to bardzo, bardzo,Zastanawia mnie parę rzeczy.Po pierwsze, dlaczego przy okazji szczepienia, weterynarz nie zbada serducha,nie poleci badań kontrolnych_przecież ma praktykę i powinien nam powiedzieć o częstych chorobach serca u zwierząt nie leczonych i powikłaniach.To ja z internetu muszę się o tym dowiadywać?Kiedy serce jest chore, nie wiemy o tym, myślimy ,że to wiek psa go spowalnia, nagle pojawia się powikłanie_woda w płuchach i jak czytam rzadko zwierzeta z tego wychodzą.Czy dobry lekarz nie powinien wiedzieć,że furosemid wypłukuje magnez i potas i skąd ta padaczka?Czy juz wtedy kiedy pierwszys raz dostała padaczki nie trzeba było zastosować jakiś leków?Odnoszę wrażenie,że weterynarze, tych których znam poprostu łapią kasę_poprostu biznes i już.Są niedouczeni, nie ma z nimi kontaku telefonicznego w wekendy(oczywiście z tym pierwszym nie było).Zastanawia mnie również to czy po obejrzeniu zdjecia RTG wiedzieli,że przypadek jest beznadziejny_jeżeli tak to dobrze,że była „ratowana” i tutaj pretensji do weta nie mam.Nie zniosłabym diagnozy „wprost”.tego nie dowiem się, bo wet jeżlei by sie przyznał to byłoby jedoznaczne z naciagnieciem mnie na koszty.Udam się zatem do jeszcze innego weta,żeby mi powiedział czy to było niewłaściwe leczenie, czy było
    choroba była nieuleczalna.Jeszcze jedno_dlaczego nie ma obowiązkowej składki na jakis fundusz dla właścicieli zwierząt_choćby niewielkiej, dzieki której można by bezpłatnie leczyć zwierzęta.Przecież leczenie oczyszcza nas z kasy, której nieraz poprostu nie mamy za wiele. Wygląda na to,ze decydując sie na zwierzaka powinnismy od razu sami odkładac „w razie czego”

    Reply
    1. AjriszZona.pl

      Bardzo mi przykro z powodu tego, co Was spotkało i współczuję straty.

      Niestety zdarza się, że weterynarz nie dzieli się wiedzą w zakresie, jakiego oczekuje opiekun zwierzęcia i do wielu rzeczy trzeba dochodzić samemu m.in. za pośrednictwem Internetu. Dlatego będę tu po stronie opiekunów, którym nie raz zarzuca się, że leczą przez Internet. Ale nie o takie leczenie tu chodzi, tylko o wiedzę i poczucie, że się zrobiło wszystko, co było możliwe. Doświadczenie pokazuje też, że warto zasięgnąć opinii różnych weterynarzy, szukać informacji oraz wykonywać badania profilaktyczne i dopytywać o nie weterynarzy nawet jeśli sami ich nie proponują.

      Pewne formy składek na leczenie dla zwierząt istnieją, można np. ubezpieczyć psa (chociaż sama z tego nie korzystałam). Samodzielne odkładanie też jest jakimś rozwiązaniem. Tym bardziej, że gdy psu coś się dzieje to tego się nie przelicza, zdrowie psa jest na pierwszym miejscu. On ma tylko nas, nie zadba sam o siebie, jak może zadbać o siebie człowiek.

      Reply
  4. Szukająca pomocy

    I ja mam podobny problem. Mój 17-letni piesek również kaszle, podobnie jak pani. U mnie niestety nie ma diagnozy, jest leczenie, tak mi się wydaje „na czuja”, miał kilka razy RTG, USG płuc, 3 razy echo serca. Niestety z powodu chorób towarzyszących nie możemy zrobić więcej badań – należało by pieska uśpić. Piesek ma anemię i chore nerki, serducho wychodzi na to że jest ok (3 różnych weterynarzy kardiologów tak stwierdziło), nie wiem już co mam myśleć.

    Reply
    1. AjriszZona.pl

      Bardzo mi przykro z powodu choroby pieska. RTG też konsultowaliście z innymi weterynarzami?

      Reply
      1. Szukająca pomocy

        Oczywiście, z dwoma kardiologami, internistą, doktorem nauk medycznych, zdjęcia miał robione kilkakrotne.

        Reply
  5. Alicja

    Bardzo wzruszylam się czytając Pani artykul.Też mam taki problem z krztuszeniem się mojego Torusia….Bolonczyk 14 lat.Bardzo pomógła mi Pani historia i jestem umowiona na Rtg.Dodam ze moj piesek ma apetyt ,po nocy rano biega domaga się jedzenia wskakuje bez problemu na łóżka tylko właśnie teraz pogłębia się to krztuszenie wraz z odruchami wymiotnymi których nigdy nie było.BARDZO DZIEKUJE PANI ZA OPISANIE PIESKA HISTORI….BYŁ SLICZNY…Jeszcze raz dziękuję z calego serca.

    Reply
    1. AjriszZona.pl

      Życzę Torusi i Pani dużo zdrowia i wspaniałych wspólnych chwil. Bardzo dziękuję za komentarz i miłe słowa. Chociaż okoliczności są dalekie od radości, to cieszę się, że moja historia choć trochę mogła pomóc – właśnie z takim zamiarem podzieliłam się nią na blogu.

      Reply

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.